Zobacz pTAKa

Osobisty i obyczajowy nie-terenowy przewodnik po ptakach polskich

Birdwatching, cz. 1 - jak, po co i dlaczego?

październik 1, 2013 Drukuj
 
Birdwatching (angielskie bird – ptak i watch – oglądać, obserwować). Termin, który w języku angielskim zaczął funkcjonować na początku XX wieku, a dokładniej w 1901 roku, w wolnym tłumaczeniu można przetłumaczyć na polski jako ptaszenie

Hobby jakże popularne w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, powoli sławę zdobywa również u nas – w Polsce. We wspomnianych państwach birdwatchingiem zajmuje się kilka milionów ludzi, u nas – według różnych szacunków – kilka, kilkanaście tysięcy osób. Ale jest i dobra informacja - liczba ptasiarzy w Polsce systematycznie rośnie.

 

Z okazji ptasich świąt, które obchodzimy z początkiem października – Światowego Dnia Ptaków (1 października), Europejskiego Dnia Ptaków (2 października), Światowego Dnia Siedlisk (3 października) – warto zastanowić się, co takiego magicznego sprawiło, że rzesze zachodnich mieszkańców naszego globu (Brytyjczycy, Amerykanie, Holendrzy, Włosi, Francuzi i inni) oraz coraz więcej Polek i Polaków, wciągnęło się (lub właśnie wciąga się) w podglądactwo fruwaków.

 

Ptakami interesowano się na długo przed tym, nim powstał termin birdwatching. Niestety sprowadzało się to głównie do traktowania ich jako „produkty spożywcze” (do dziś w wielu krajach świata, także w Europie, poluje się na ptaki dla celów kulinarnych lub by pozyskać trofeum w postaci np. piór). Pierwsze prace dotyczące obserwowania ptaków i podziwiania ich piękna datowane są na końcówkę XVII wieku. W erze wiktoriańskiej (1837-1901) ptaki zaczęły być coraz chętniej badane, przy czym dużą wagę przykładano niestety do kolekcjonowania – piór, jaj oraz skór (!).

 

Sufrażystki, czyli kobiety-feministki walczące o uzyskanie praw wyborczych, jako jedne z pierwszych zaczęły dostrzegać, że ptaki można podziwiać bez zabijania ich. W 1889 roku na Wyspach Brytyjskich zawiązał się sojusz przeciwko wykorzystywaniu piór perkozów dwuczubych i mew trójpalczastych, do wyrobu odzieży wierzchniej. Działania pani Emily Williamson dały początek jednej z najprężniej działających organizacji przyrodniczych – Królewskiemu Towarzystwu Ochrony Ptaków (ang. Royal Society for the Protection of Birds, RSPB). RSPB zrzesza w tej chwili ponad milion członków i jest, od lat, największą brytyjską organizacją pozarządową. Z ich zdaniem liczy się nawet brytyjski rząd – bo kto chciałby „zajść za skórę” milionom wyborców?

 

Warto zdać sobie sprawę, że w zasadzie każdy z nas może chronić ptaki. Nie musimy być doktorami, profesorami, ornitologami z latami doświadczeń terenowych. Wystarczy tylko trochę dobrej woli, szczypta chęci z domieszką cierpliwości, odrobina miłości do przyrody i…voila! - jesteśmy ptasiarzami (proszę tego nie traktować jako receptury właściwej; proporcje mogą zależeć np. od naszego charakteru).

 

Ptaki są w zasadzie wszędzie. Podobnie jak my – ludzie, ptaki to grupa zwierząt, które możemy spotkać na całym świecie, w najdziwniejszych, najdzikszych, najbardziej nieprzystępnych miejscach. Pingwiny królewskie, których ojcowie zajmują się odchowem piskląt, żyją na Antarktydzie przy -60 stopniach Celsjusza. Stepówka piaskowa, którą spotkamy np. na Saharze, potrafi magazynować wodę w swoich piórach i niestraszne są jej temperatury dochodzące do +50 stopni Celsjusza. Wcale nie musimy jednak szukać przykładów tak daleko…

 

Tuż obok nas lub nad naszymi głowami codziennie setki, jak nie tysiące ptaków, przemieszcza się, szuka jedzenia, domu, odchowuje młode. Pośród niskich krzewów możemy spotkać przemykające bogatki i modraszki, w większych grupach, szczególnie zimą, chętnie zbierają się na nich coraz mniej liczne wróble. Pnie drzew penetrowane są przez małe ptaki nazywane pełzaczami lub przez ich nieco większych i bardziej znanych braci – dzięcioły duże. W miastach spotkać możemy jerzyki, jednych z najwytrwalszych fruwaków (które nie są jaskółkami i często są z nimi mylone) – niektóre samce mogą nawet przez 2 do 4 latach latać bez przerwy, i oczywiście nie lądować (!) (dodamy tylko, że śpią, jedzą, piją, zmieniają pióra i kopulują w powietrzu). Jak jednak dowiedzieć, że do naszego ogrodu zawitał kwiczoł, po drodze do szkoły spotkaliśmy ziębę, a podczas wieczornego spaceru przemknął nam rudzik?

 

Ludzki wzrok jest naszym najważniejszym zmysłem, jednak niewystarczająco dobrym do obserwowania ptaków z dużej odległości, jak ma to miejsce np. u ptaków szponiastych. O zmyśle wzroku u tej grupy ptaków napisać można oddzielny artkuł, ale za przykład niech posłużą liczby. Oko ptaka szponiastego posiada około 1 miliona czopków (struktur w oku odpowiedzialnych za widzenie barw i w ciągu dnia) na mm kwadratowy, przy 200 tysiącach w oku ludzkim!).

 

Aby nadrobić te zaległości i móc lepiej przyglądać się ptakom – ich barwom czy zachowaniom – oraz wejść w świat ptasiarzy, dobrym pomysłem jest zakup lornetki. Obecnie, kiedy cały boom birdwatchingowy w Polsce trwa, rynek pełen jest różnego rodzaju sprzętu optycznego. Na początek w zupełności wystarczy nam lornetka do 300 złotych; to w zasadzie wydatek minimalny, aby przygodę z podglądaniem zacząć. Kwota ta może wydawać się spora, ale jest niczym przy lornetkach „z górnej półki”, których wartość dochodzi do ośmiu, a czasem nawet dziesięciu tysięcy złotych. Na rynku dostępne są dwa rodzaje lornetek: pryzmatyczne (te szerokie, z rozstawem okularów szerszym od rozstawu oczu człowieka) i dachowopryzmatyczne (te węższe, zgodne z rozstawem oczu człowieka). Nie ma reguły, który rodzaj na początku wybrać, ważne aby przybliżenie było ośmio- lub dziesięciokrotne (8x, 10x) – to optymalna wartość do obserwowania ptaków.

 

Lornetka jednak to nie wszystko… Ale o tym już w kolejnym artykule o podglądaniu ptaków, który już jutro.

 
Autor: Paweł Pstrokoński  Źródło: Fot. Marlena Kulinska